Irena tłumaczy mi, jak żyć

Przychodzi listonoszka i przekazuje mi emeryturę. Na kwitku mam napisane, że dostaję 1436 złotych na rękę, gdyż pobrano mi 144 złote na ubezpieczenie zdrowotne i 118 złotych jako zaliczkę na podatek dochodowy, który wynosi 18%. Podobno końcówkę trzeba oddać listonoszowi, ale moja listonoszka odmawia.

– To pierwsza pana emerytura, więc nie ma sprawy – mówi i odchodzi. Zostaję z tymi pieniędzmi. Zobaczę ją dopiero za miesiąc.

Siadamy z Ireną i rozmawiamy. Irena tłumaczy, że wszytko trzeba policzyć, że najpierw muszę odjąć wydatki stałe. Mam 676 złotych czynszu za 50m2 mieszkania i 130 złotych za telefon i internetem. Telewizora nie mam ani ja, ani Irena. Radia słuchamy przez internet, więc żadne z nas nie płaci abonamentu.

– No ale za telefon to dużo płacisz – mówi Irena.

– A ty ile, niby? – pytam.

– Ja za telefon 19,90 i 10 za internet.

Poznaję Irenę. Pokolenie 1600. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

– Może dlatego, że wziąłem iPhone’a w abonamencie – mówię. Ale orientuję się od razu, że nie mam tego wykumanego tak jak Irena. Nie wiem dokładnie, za co tyle płacę. Ona to wie do ostatniej złotówki.

– Ha ha! – wykrzykuje – nigdy nie bierze się od nich telefonów! Telefony kupuje się osobno! Mi też chcieli wcisnąć aparat, to sobie policzyłam, że zapłacę za niego 450 złotych, a taki sam – taki sam, bo sprawdziłam do ostatniej literki – kupiłam za 200 złotych!

No tak, myślę, dałem się zrobić w balona. 250 złotych oszczędności, to sporo – zważywszy okoliczności.

Przyznaję się Irenie, że zrobiłem już dziś małe zakupy i że zapłaciłem 6.50 za te czereśnie, które jej przyniosłem. A ona na to, że za dużo. Że czereśnie to luksus, na który mnie nie stać. Truskawki są lepsze, bo truskawki mają więcej substancji odżywczych i są tańsze. No i można je do przetworów wziąć.

– Ale w gości szedłem – mówię niepewnie.

– No to nic! – karci mnie. – Ja jak idę w gości, to za wczasu się przygotowuję. Na przykład kupuję batoniki na przecenie, tylko patrzę, żeby długi okres przydatności był. Albo landrynki. I potem wkładam je do małej fikuśnej torebki i mam dla gości. Torebki dostaję tu i tam i je zbieram, więc mam.

Ma.

Patrzę na małe batoniki o nazwie peanut choco, jak na artefakty z innej planety.

– A jak kwiatki chcę dać, to swoje daję. Najpierw jadę na giełdę kwiatową na Rakowcu. Tam flance w promocji kupuję i stawiam na parapecie. Rosną sobie. A jak już podrosną, to mogę komuś dać…

Rozliczenia, wyliczenia. Pokolenie 1600. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

W kuchni pokazuje mi płytę indukcyjną i tłumaczy, czemu zrezygnowała z gazu: 8 złotych płaciłam za zużycie, a 20 złotych brali ode mnie za sam fakt, że mi gaz dostarczają. Powiedziałam sobie – o nie! nie takie numery. I przestawiłam się na tę płytę.

Rzeczywiście stoi płyta grzewcza indukcyjna, dwupalnikowa Hiundai. Irena długo jej w internecie szukała. Nie chciała przepłacić.

– Wodę zagotowuje w minutę i prawie bez strat energii, bo nie ogrzewa garnka dookoła, tylko to, co w nim.

– No a co ty jesz – pytam – co dziś jadłaś na przykad?

– Dziś to kawę wypiłam na śniadanie, a kawę też w promocji kupuję, jak w lidlu jest dzień seniora i mają dodatkowe 5% zniżki. A jeść zapomniałam dziś, bo jakoś się nie złożyło. Ale zjem obiad. Mam przygotowane mielone.

Znaczy kotlety mielone. Tanio wychodzą, bo się kupuje kilogram biodrówki za 15 złotych, a z tego 12 kotletów mielonych jest. Czyli 30 złotych i prawie przez miesiąc masz mięso na obiad. Do tego ziemniaczek i pomidor. A inne starsze panie kupują skrzydełka kurczaka i na tych skrzydełkach zupy gotują, to im tanio wychodzi. Jedno skrzydełko na dwa dni. Do tego kluski lane, które łatwo zrobić, bo to trochę mąki tylko na wrzątek.

– Kalafiora możesz kupić i polać masłem z bułką tartą. Bułkę tartą sama robię. Jak mi bułeczka zostanie, to ją mielę…

Tłumaczy mi, jak robić zupy i z czego.

– Kaszy mannej możesz trochę nasypać, ziemniaczków kilka. Jak kupujesz selera i pietruszkę, to zbieraj nacie i susz. Ja tak robię. Potem mam zawsze własną pietruszkę.

Nie wierzę. Ale jednak – za łóżkiem ma torbę tekstylną wypchaną wysuszoną nacią pietruszki i selera…

Podsumowuję, że na życie zostaje mi 602 złote i 94 grosze.

– Ha! Gdybym ja tyle miała, to bym była szczęśliwa! – wykrzykuje Irena. – Ja mam 350 – 400 zależy od miesiąca. Muszę jeszcze tę pożyczkę spłacać, co ją wzięłam na ten brodzik i przebudowę wnęki kuchennej. Ale przynajmniej się już nie martwię, że to nade mną wisi. Czekam, aż będę na tyle silna, że będę mogła wiercić, to jeszcze te półki przywieszę i będzie dobrze!

Muszę wyjść.

(Visited 57 times, 1 visits today)