Dziś poznaję Irenę. Lat 69.

Jutro zaczynam projekt… To znaczy zaczynam żyć za 1600.

Dziś spotkałem się z Ireną, która ma 69 lat i 1,533 złote na rękę. Chciałem się dowiedzieć…

Irena jest sama. Nie ma dzieci, nie ma męża. Nie ma też już znajomych, gdyż po chorobie wszyscy zapomnieli jej numeru telefonu. Rodzina też się odcięła. Nie chcieli kłopotu z chorującą Ireną. Uznali, że nie żyje.

Poznaję Irenę. Pokolenie 1600. Foto: Rafał Betlejewski/war-saw.pl

376 złotych czynsz za 18 metrową klitkę przy Mokotowskiej, w której nie ma kuchni. W łazience Irena przerobiła wannę na brodzik.

– Do brodzika zawsze się wczołgam – mówi.

– A do wanny mogę nie wleźć… albo jak do niej wlezę, to już nie wyleźć.

Patrzę na Irenę wielkimi oczami. Do czego się ona przygotowuje? Do oblężenia? Do wojny? Nie… Irena przygotowuje się na starość. Dociera to do mnie nagle. Irena stawia zasieki, przygotowuje tajne przejścia, bunkruje się. Wie, że będzie sama, wie, że nikt jej nie pomoże, że może liczyć tylko na siebie. Żywcem jej nie wezmą. Nie podda się. Będzie walczyć do końca.

Roztacza przede mną wizję ekonomicznej i logistycznej maszynerii swojego życia.

– Nie wierzyłam, jak mi lekarz powiedział, że to rak. Nie rozumiałam tego. Oni mi chemię podawali, a ja nie wiedziałam co to.Po co to we mnie pakują? Ja? Chora? Nie możliwe. Wszystko wyparłam… dopiero teraz to ze mnie wychodzi… dopiero teraz to puściło… ale skutkiem jest bezsenność… a że bezsenność…

Irena wędruje po Warszawie w poszukiwaniu taniości.

– Żeby dobrze kupić, to się trzeba trochę nabiegać. I z dnia na dzień ceny obserwować, bo się ciągle zmienia.

Warzyw nigdy nie kupuje w poniedziałki. Jeśli większe zakupy to na kartę kredytową, bo po pierwsze widać dokładnie, ile się wydało, a po drugie spłatę można rozciągnąć na tygodnie. Przy hali Mirowskiej jest dobry bazar, tam jajka można kupić. I mięso – ale to rzadko. Kiedyś jeszcze dobra była hala Banacha, ale teraz wielu straganiarzy przeniosło się pod dach i podniosło ceny. Wszędzie się można targować…

– Nie wstydzę się targować. Zawsze próbuję. Jestem biedna, więc musiałam się tego nauczyć. Nie mogę się wstydzić biedy. Nie ja ją sobie wybrałam. Państwo polskie mnie na biedę skazało…

– A co jeśli się coś zepsuje? Jak sobie radzisz? – pytam.

– Wszystko sama umiem zrobić. Na dziace się nauczyłam. Piłować, wiercić. Glazurę sama umiem położyć. Także, jak mi się kran zepsuje, to mi nie straszno – kupuję najtańszy kran i wymieniam. Mam maszynę do szycia, to sobie wszystko poprawię. Nikt mi nie jest potrzebny… tylko teraz przez tę bezsenność, to i słabość… nie mogę wiertarki już w rękach utrzymać…

Pytam, czy dorabia jakoś.

A ona, że dorabia, że dziećmi innych ludzi zaczęła się opiekować i że to jej wielką frajdę sprawiało, ale że teraz i z tym ciężko. Wszystkie dzieci jej za granicę powyjeżdżały, a nowej rodziny nie może znaleźć…

– Młodzi ludzie to mi w twarz potrafią powiedzieć, że za stara jestem… Przykro to słyszeć… ale nie owijają nawet w bawełnę…

Patrzę na nią. Na jej twarz żywą. Niczym się ona ode mnie nie różni. W jej twarzy widzę twarze moich koleżanek, z którymi na wystawy chodziłem, które w pracy miałem. Gdyby lekko tę twarz ociosać, to one by były. Nie ma w niej żadnego zahamowania, żadnego utrudnienia, nic, co by wskazywało na starość… na tę obcą istotę, która miałaby się w niej zagnieździć i ją jakoś pożreć… A jednak…

– Młodzi ludzie, to mnie potrafią na rozmowie kwalifikacyjnej zapytać, czy seks mam dobry… – chichocze. – Nianię potrafią o coś takiego zapytać… bo że niby jeśli mam partnera i seks, to dobrą nianią będę… – i znowu się śmieje zawstydzona.

Irena.

– Poznałabym kogoś, żeby na spacer pojść, żeby pogadać. Ludzi mi brak. W internecie to próbuję, ale wielu rzeczy się boję. Nie wiem, co tam w środku jest, czy nie trzeba będzie płacić. Raz mi się takie uaktualnienie programu antywirusowego włączyło, ja w to kliknęłam, i zaraz mi wyskoczyło, że 79 złotych mam płacić. Coś źle zamknęłam i mi potem przysyłali ponaglenia, żeby płacić itd. Najadłam się strachu, bo wiesz, to jest spora kwota… Więc teraz się boję, że w coś kliknę…

Ja mam tak samo, muszę się przyznać. Nie wiem, czy numer karty podawać w sieci. Nie wiem, czy mnie nie okradną. Kogo ona ma się zapytać?

– Z Plusa rezygnuję, bo mnie tak oszukali… naciągnęli na rachunki… dopiero się po jakimś czasie zorientowałam, ale było za późno. Do Playa przechodzę, to będę miała 30 złotych, nie 80 miesięcznie. Z gazu zrezygnowałam, z telefonu stacjonarnego. Mam mały kredyt w banku, który wydałam na przeróbki w mieszkaniu. Najmniejszą ratę udało mi się dostać, od najmniejszej kwoty. Co się nałaziłam między bankami!

– Stary człowiek nie ma szans, jeśli nie umie liczyć. Ja umiem, bo ekonomistką byłam. I jestem.

Rozstajemy się. Patrzę na ciastko, którego nie dojadła moja córka. Kosztowało 6 złotych. Głupio mi…

(Visited 28 times, 1 visits today)